16. Składamy słowa w przemyślaną całość

Za nami przyspieszony kurs najbardziej podstawowych pojęć typogracznych. Przy okazji autor przemycił nieco swoich poglądów na kształtowanie strony estetycznej tworzonych dokumentów. Mam nadzieję, że Czytelnicy mi to wybaczą i twórczo przetworzą moje sugestie na swój własny styl. W gruncie rzeczy o to właśnie mi chodzi.

Te pięć zasad, które poznaliśmy w poprzednim rozdziale, to podstawa profesjonalnego składu. Teraz jednak staję przed trudnym zadaniem: jak pokazać spójne i estetyczne zastosowanie tych zasad w dokumencie, skoro właściwie każdy z nich jest inny, każdy rządzi się własnymi wymogami, jest adresowany do innego odbiorcy itd. itp.

Przećwiczmy proces podejmowania decyzji o wyglądzie dokumentu na jakimś przykładzie.

Pierwsza decyzja, zwykle dość łatwa: format. W naszych warunkach najczęściej będzie to A4 w układzie pionowym.

Jeśli nie znamy zagadnień formatów papieru, przeczytajmy tę ramkę.

O tym, że format oznaczany A4 jest u nas (i w całej Europie kontynentalnej) najpopularniejszy, wie prawie każdy. Ale skąd bierze się takie właśnie oznaczenie, warto wyjaśnić.

A4 oznacza, że format należy do szeregu formatów oznaczanego właśnie literą „A”, i jest to format czwarty pochodny. Szereg formatów A jest zbudowany tak: przyjęto jako zasadniczy duży arkusz papieru o łącznej powierzchni jednego m2. Nie jest to jednak karta o wymiarach metr na metr, lecz o takich:

841 mm × 1189 mm

Z ciekawości możemy te wymiary przemnożyć przez siebie i otrzymamy wynik 0,999949 m2. A te dziwne nieokrągłe liczby wzięły się stąd, że założono ich wzajemny stosunek równy pierwiastkowi kwadratowemu z dwóch, czyli 1,4142 (w przybliżeniu oczywiście) — i znów ciekawi niech sprawdzą, że się zgadza.

Ten podstawowy format został oznaczony A0. Wszystkie następne uzyskuje się przez podział poprzedniego na dwie równe części, przy czym schemat podziału arkusza A0 wygląda tak:

formaty A.png

Z zasady podziału wynika, iż format A4 ma karta o rozmiarach 210×297 mm, a np. A3 — 297×420 mm. Parę przykładów: tzw. arkusz kancelaryjny ma rozmiar A3, zeszyt „akademicki” A4, zeszyt „szkolny” A5, a dzienniczek lub tzw. zeszyt do słówek — A6.

Istnieje także znormalizowany szereg formatów B. W tym przypadku arkusz podstawowy ma rozmiary:

1000 mm × 1414 mm

a więc dłuższy bok jest √‾2 

razy dłuższy od krótszego boku, podobnie jak w szeregu A.

Schemat podziału arkusza podstawowego jest dla szeregu B analogiczny jak dla szeregu A. Wynika z tego, że np. popularny format B5 to arkusz o rozmiarach 17,7 cm×25 cm.

Można przyjąć, że formaty szeregu A przeznaczone są do użytku biurowego i do rysunków technicznych, a formaty szeregu B do produkcji wydawniczej, głównie książek. Istnieje jeszcze szereg C stosowany do wszelkiego rodzaju „pojemników” na inne dokumenty: kopert, teczek, skoroszytów, także granic rysunku technicznego przed obcięciem do formatu szeregu A. Dość popularna jest na przykład koperta formatu C6.

W praktyce biurowo-domowej będziemy „skazani” na format A4 i A3, w zależności od rozmiaru tworzonych rysunków i dostępności drukarki odpowiedniego formatu. Dokument tekstowe nie muszą stosować innego formatu niż A4, czasem zastosujemy A5 (np. dla ulotek) poprzez dwukrotne wykorzystanie karty A4 — w tym przypadku musimy uważać na marginesy wynikające z powierzchni niemożliwej do zadrukowania przez drukarkę, zwłaszcza atramentową.

Nie zdziwmy się jednak, gdy po zmierzeniu rozmiarów książki nie będziemy mogli dopasować jej do żadnego szeregu. Gotowa książka w procesie produkcyjnym podlega obcinaniu gotowego bloku kart, dlatego często jej wymiary odbiegają od znormalizowanych.

Anglosaskim odpowiednikiem europejskiego formatu A4 jest format „Letter” o wymiarach 216×279 mm, który jest nieco mniej „smukły” od A4.

Wybór formatu mamy za sobą. I nawet nie musimy się przejmować, by cokolwiek ustawiać w programie. Wystarczy kliknąć ikonkę nowego dokumentu:  i w polskiej wersji Worda uzyskamy na ekranie nowy, zupełnie pusty dokument formatu A4. Pusty, jeżeli chodzi o treść, w rzeczywistości dokument zawiera w sobie wiele cech, jak to się mówi, predeniowanych, czyli zaszytych przez autorów programu. Należy do nich także denicja stylu o nazwie „Standardowy” albo „Normalny”; style poznamy w kolejnych rozdziałach.

Teraz powinniśmy się zastanowić nad ustawieniem marginesów. Nie lubię ustawień domyślnych, ale być może domyślne marginesy po 2,5 cm z każdej z czterech stron nas zadowolą. Karta dokumentu wygląda wówczas tak, jak na rysunku (uwidoczniłem marginesy tekstu).

karta A4 1
Karta dokumentu Worda z domyślnymi marginesami gotowa do wypełnienia treścią

Teraz zastosujemy złoty podział do ustalenia marginesów tekstu na stronicy dokumentu. Oczywiście, jeśli będzie to np. jakiś plakat, możemy sobie te rozważania darować.

Jeżeli chcemy jak najściślej trzymać się kanonów estetycznych, powinniśmy dążyć do takiego rozmieszczenia tekstu (obszaru zadrukowanego, w tym ilustracjami itp.) na stronicy, by:

  • obszar zadrukowany (kolumna tekstu) miał rozmiary zachowujące złotą proporcję,
  • przekątna karty dokumentu powinna się pokrywać z przekątną kolumny tekstu.

Ponieważ formaty szeregu A, jakie najczęściej będziemy wkładali do drukarki, odbiegają od złotego podziału, w praktyce czasami trzeba będzie nieco ustąpić. Spróbujemy pomimo to wyznaczyć jakieś marginesy wywodzące się ze złotej reguły.

Przyjmijmy, że kolumna dla formatu A4 powinna mieć szerokość 153 mm, wówczas jej wysokość musi wynieść 153×1,618 ≈ 248 mm.

Ciekawoska branżowa: w typografi do tego celu posługujemy się cycerami, wówczas szerokość i wysokość kolumny wyrażają się bardziej okrągłymi liczbami: 34 i 55 cycer.

A teraz marginesy: skoro z 210 mm szerokości stronicy A4 zabieramy dla kolumny 153 mm, na marginesy pozostaje 210 – 153 = 57 mm. Aby więc wszystko było jak najbardziej poprawne, musimy liczbę tę, będącą szerokością obu marginesów łącznie, podzielić także w złotej proporcji. Aby już nie rozwiązywać dość złożonego równania, wyjdźmy od informacji, że czynnik 1,618 odpowiada też stosunkowi 5:8 (por. poprzednia ramka informacyjna). A więc podzielmy te 57 mm na (5+8)=13 części: 57/13=4,38 mm; z tego na lewy margines przeznaczymy owe 5 części, a na prawy pozostałość (8 części albo inaczej 57 mm minus prawy margines). Ostatecznie lewy margines wyniesie 5×4,38 ≈ 22 mm, a prawy 57–22 = 35 mm. Sprawdzamy: 35/22 = 1,59, a więc wystarczająco dokładnie spełniamy zasadę złotego podziału, błąd jest rzędu 2%.

Zapamiętajmy zatem wielkości dolnego i górnego marginesu: dolny 30 mm, górny 19 mm (błąd złotego podziału ok. 2,5%). Stronica z marginesami ustawionymi jak powyżej miałaby kolumnę tekstu jak na rysunku:

karta A4 2.png
Karta dokumentu Worda ze zmienionymi marginesami

Oczywiście margines zewnętrzny, który dotąd nazywaliśmy prawym, wypadnie o te 5 mm mniejszy, a karta dokumentu będzie miała tak umieszczone kolumny:

karta A4 para.png
Karty dokumentu Worda w ustawieniu „lustrzanym”, czyli przeznaczone do druku dwustronnego
Grzbiet książki znajdzie się z prawej strony lewej stronicy, a więc z lewej strony prawej stronicy;
margines na zszycie: 5 mm, margines wewnętrzny (grzbietowy): 22 mm, zewnętrzny (prawy): 30–5=25 mm

Jak wspomniałem, ze sztywnych zasad i tak będziemy musieli nieraz zrezygnować, traktujmy więc te ustawienia szerokości marginesu jako orientacyjne i modykujmy je. Musimy jednak pamiętać o tym, by nasz czytelnik nie odniósł wrażenia przypadkowości układu i rozmieszczenia treści.

Trzecia decyzja: krój i wielkość pisma, którym złożymy większość tekstu. Zastosujmy pismo, które nam się podoba, czasem będziemy zmuszeni użyć kroju, który podoba się odbiorcy naszej pracy. Wysokość znaków musimy dobrać do przeznaczenia: np. teksty dla dzieci nie powinny być składane pismem mniejszym od 14-punktowego.

Nie będę narzucał kroju pisma, jednak musimy się kierować przy jego wyborze paroma zasadami. Możemy przyjąć, że większość tekstów, które bez wahania na własny użytek nazwiemy długimi, powinniśmy składać pismem szeryfowym (por. rozdział czwarty). Mogą się wśród nich zdarzyć takie, które z jakiegoś powodu lepiej wypadną złożone pismem bez szeryfów, ale wówczas wybierzmy krój wystarczająco czytelny.

Nie stosujmy nigdy do składania tekstów krojów nadmiernie udziwnionych, także krojów pisankowych. Często widzę zaproszenia, z których naprawdę trudno odczytać słowa nieoczywiste, np. nazwiska nowożeńców czy patrona lub adres kościoła, w którym odbywa się uroczystość. Właśnie zaproszenia jakoś szczególnie prowokują do stosowania w nich pisanki, im bardziej pozawijanej, tym „lepiej”. Przypomnijmy też sobie oba akty notarialne z poprzedniego rozdziału. Brrr… ohyda!

W tekstach krótkich, instrukcjach, podpisach pod rysunkami i w mnóstwie innych zastosowań jako podstawowe należy rozpatrywać kroje bezszeryfowe. Często irytują mnie tablice informacyjne albo napisy na samochodach (one też są składane za pomocą komputera, potem często wytwarza się taki napis na folii samoprzylepnej za pomocą plotera wycinającego) złożone, a jakże, Timesem, często w odmianie pogrubionej. Komunikatywność takiego napisu z użyciem tego szeryfowego kroju jest o stopień niższa, niż gdyby go złożyć groteskiem (pamiętamy co to?). A jeśli jeszcze fantazja twórcy napisu kazała mu użyć Timesa pogrubionego i pochylonego równocześnie, nie mogę się nadziwić brakowi krytycyzmu autora — przecież czytelność napisu spada o kolejny stopień. A to ma być najczęściej reklama zachęcająca do skorzystania z usług rmy.

Jeżeli z jakiegoś powodu będziemy musieli stosować zróżnicowanie wysokości pisma, zastosujmy wystarczający kontrast między nimi.

Oprócz zasadniczego tekstu nasze dokumenty będą często wyposażone w tytuły. A czasem w całą kaskadę tytułów: rozdziały, podrozdziały, punkty (zagadnienia), podpunkty itd. Przyjmujemy dla nich zasadę: rodzaj pisma powinien być skontrastowany z pismem tekstu.

A więc przy tekście złożonym krojem szeryfowym tytuły MUSZĄ być składane groteskiem — i vice versa. Może tytuł podpodpodpunktu, czy jak tam sobie nazwiemy piątą z kolei jednostkę podziału treści, pokusimy się złożyć takim samym krojem, co tekst zasadniczy (czasem tak robię), ale wówczas niech wysokość pisma w tym tytule kontrastuje z wysokością pisma tekstu; niech będzie większa bodaj o dwa punkty. I niech to wszystko będzie po prostu ładne i czytelne.

Jeszcze jedno: zastanówmy się każdorazowo nad pogrubieniem tytułu, niektórym dokumentom nie wychodzi to na dobre. W każdym razie unikajmy podkreślania tytułów. Już się zapewne nauczyliśmy tej prawdy, że podkreślenie w dokumencie winno występować niesłychanie rzadko. Przypominam ją jednak jeszcze raz — podkreślanie fragmentów tekstu, w tym tytułów, nie świadczy o profesjonalizmie, lecz o jego braku.

A czy tytuły należy składać tak, jak zwykłe zadanie — począwszy od dużej litery, reszta małymi, czy też wersalikami (całość dużymi literami)? Jak uważamy. Oczywiście obowiązuje zasada „ma być ładnie”.

Konsekwencją wyboru kroju muszą być rozważania o interlinii, czyli odstępie międzywierszowym. Przypomnijmy sobie, że o interlinii dowiedzieliśmy się już czegoś przede wszystkim w poprzednim rozdziale, ale i wcześniej o tym pisałem.

Ustawienia domyślne w tym zakresie już zdążyliśmy skrytykować, zwłaszcza gdy domyślnym odstępem jest półtora wysokości wiersza.

Tu miewamy kłopoty: półtora czy półtorej wiersza? Często widzimy (a słyszymy jeszcze częściej) błędną końcówkę, nieodpowiednią do rodzaju gramatycznego rzeczownika stojącego za tym słowem. Pech polega na tym, że słowa ‘półtora’ i ‘półtorej’ są właściwie zabytkiem staropolszczyzny, a jednak nadal powszechnie używane, choć mało kto pamięta ich pochodzenie. A więc nadrabiamy to: ‘półtora’ to ściągnięta forma pół wtora, czyli ‘brakuje połowa do dwóch’ (do dziś używamy słowa ‘wtórny’, czyli ‘drugokrotny; dwukrotny’). W zależności od rodzaju rzeczownika mówiono też, oczywiście, pół wtorej, co przekształciło się w ‘półtorej’. A więc — półtora wiersza, ale półtorej godziny.

Jeśli już jesteśmy przy staropolszczyźnie, może warto wywołać z nieużycia jeszcze jedno podobne słowo: ‘półtrzecia’. I łatwo się domyśleć, przeczytawszy poprzednie wyjaśnienie, że nie oznacza to ‘jeden i pół’, lecz… ‘dwa i pół’, bo znów: ‘brakuje połowy do dwóch’. Niektórzy współcześni autorzy, szanujący bogactwo języka polskiego, czasem jeszcze używają tego praktycznie zapomnianego wyrażenia.

Wiemy już, że takie szerokie odstępy między wierszami są czymś podobnym do rzadkiego lasu, dają za dużo wolnej przestrzeni. A jeśli ktoś chciałby nieco „rozepchnąć” swój dokument, żeby jego czytelnik odniósł wrażenie bogactwa treści, to zapewniam: można ten efekt uzyskać inaczej. Zresztą wydaje mi się, że czytelnik „rozpychanego” dokumentu prędzej zorientuje się w podstępie właśnie wtedy, gdy widzi w całej treści zbyt szerokie odstępy międzywierszowe, niż gdy szersze odstępy estetycznie wpleciemy to tu, to tam…

Jak widać, aby obrzydzić półtorawierszowe interlinie, sięgam do dość niskich metod działania, jakim jest sztuczne zwiększanie objętości dokumentu dla wywołania wrażenia obtości. Aż mi trochę głupio z tego powodu, zwłaszcza że poprzednio takie działanie krytykowałem.

Dalej: w przygotowaniu

Poprzednio: 15. Dobry tekst – zasada szósta: tekst o niskiej zawartości tłuszczu

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Oto witryna przedstawiająca różności z mojego życia zawodowego i prywatnego, w tym bieżące działania i możliwości twórcze, jakich nabyłem w trakcie ponad dwudziestu lat pracy zawodowej. Moim zawodem jest telekomunikacja radiowa, a moim „narzędziem pracy” jest informatyka stosowana.

%d blogerów lubi to: